PAK.IN Stories

Wero pisze - Kupari

Gdyby Karol Strassburger zapytał w Familiadzie o rzeczy kojarzące się z wybrzeżem Chorwacji, usłyszelibyśmy zapewne radosne „PING!” przy odpowiedziach: kamieniste plaże, jeżowce, palmy. A co powiecie na: urbex, opuszczone hotele, rozbite szyby? BOU! Na ekranie pojawia się duży iks po stronie naszej drużyny. A jednak!

Kupari to miejscowość w południowej części kraju, do której dotrą Ci, którzy odważą się pojechać jeszcze kawałek za Dubrownik. Położona jest przy małej zatoce, której część nazwano Zatoką Umarłych Hoteli. Brzmi zachęcająco? Jeszcze jak! Dlatego poświęciliśmy jeden dzień z naszych w wakacji w Bośni na pokonanie prawie 300-kilometrowej trasy z Mostaru do Kupari i z powrotem. Słońce grzało niemiłosiernie, gdy przebijaliśmy się naszą T3ką przez góry dzielące Bośnię od wybrzeża Chorwacji, ale dziś wiemy – było warto!

Zatokę Umarłych Hoteli, wbrew moim obawom, odnaleźć było bardzo łatwo – wystarczyło wjechać główną drogą do Kupari i nie dało się przeoczyć widocznych z dala opuszczonych budynków. Miejsce jest także niezwykle popularne wśród miejscowych oraz turystów pragnącychzażyć kąpieli morskich i słonecznych – można tu zaparkować przy samej plaży bez obaw o opłaty, a same budynki służą jako nietypowe przebieralnie i schronienie dla spragnionych cienia (i, niestety, czasem również jako toaleta...).

Samych budynków hoteli jest w zatoce kilka – większość da się obejść podczas jednego, niedługiego spaceru. Znajdziemy tu budynki w stylu kolonialnym wybudowane w latach 20. ubiegłego wieku, przeplatane ze swoiskimi molochami powstającymi w latach 50. – 70. Cały kompleks przez długie lata swojego istnienia przyciągał najznamienitszych mieszkańców Półwyspu Bałkańskiego, nie wyłączając z tego grona Josipa Tito. Niestety, wojna w latach 90. nie oszczędziła kompleksu – został on uznany za punkt strategiczny i obsypany gradem kul i pocisków, po krórych ślady widoczne są do dzisiaj.

Dostępu do budynków nic nie broni, brakuje też jakichkolwiek ostrzeżeń przed wejściem. Podczas naszej wizyty co rusz mijaliśmy innych ciekawskich, dostrzegliśmy też masę podpisów od różnych odwiedzających, w tym wspaniałą „Listę Polaków, których nie stać było na nocleg w Dubrovniku, więc wylądowali w Kupari”. Za nocleg w opuszczonym i zrujnowanym hotelu jednak bym podziękowała, ale zwiedzanie sal balowych, obszernych klatek schodowych, basenów i pokoi za dnia było ekscytującym doświadczeniem.

Nie ma co spodziewać się zbyt wielu dobrze zachowanych pamiątek po latach świetności w środku budynków, bo od 2004 roku, odkąd przestały one być w posiadaniu Ministerstwa Obrony, zostały poddane gruntownemu recyklingowi – zniknął marmur ze schodów, wyposażenie pokoi i wszystkie inne zbywalne elementy. Wciąż można jednak podziwiać część zachowanych kafli i balustrad, układ pomieszczeń i poczuć trochę atmosferę sprzed lat. Przy zachowaniu minimum ostrożności, omijaniu potłuczonego szkła, dziur w posadzkach czy niepewnie wyglądających schodów, Kupari gwarantuje naprawdę fajne urbexowe doświadczenie!

Weronika Pawłowska @wero.paw

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów